IKS

Leszek Komosa [Rozmowa]

Po płycie „Powroty”, „Ogrody Życia” to kolejny autorski projekt Leszka Komosy, który wrócił do twórczości muzycznej po prawie 30 latach przerwy. Album zawiera 10 piosenek skomponowanych do tekstów Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Edwarda Stachury, Wiktora Gabora, Julii Wasielewskiej i Leszka Komosy. Autor do nagrania płyty zaprosił ponad 50 muzyków. O tym, jak pracowało się z tak dużą obsadą i skąd wzięły się utwory na tę płytę, Leszek opowiedział mi w poniższej rozmowie.

 

Maciej Majewski: Do „Ogrodów Życia” zaprosiłeś jeszcze więcej muzyków, niż przy okazji „Powrotów”. Czym to było podyktowane?

 

 

Leszek Komosa: Na tak duży skład muzyków zdecydowałem się z kilku powodów. Po pierwsze – uwielbiam połączenie wielu gatunków muzycznych z symfonicznym brzmieniem. Po drugie – łączę wiele gatunków muzycznych: poezję śpiewaną, blues, pop, jazz, i właśnie miks wymagał takiej orkiestracji. A po trzecie – niektóre utwory, z racji na tekst i ich charakter muzyczny, po prostu nie zabrzmiałyby tak, jakbym chciał w uboższym składzie. Po moich doświadczeniach przy produkcji płyty „Powroty” nabrałem ochoty na zrobienie czegoś jeszcze lepszego i uzyskanie pełniejszego brzmienia, a tylko żywe instrumenty dają taką możliwość. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że organy na płytę nagrywałem na trzech różnych syntezatorach i dopiero ten trzeci okazał się najbardziej zbliżony brzmieniowo do efektu, jaki chciałem uzyskać.

 

 

MM: Tym razem zdecydowałeś się też stworzyć muzykę do konkretnych tekstów. Czym się kierowałeś przy ich doborze?

 

 

LK: Część tekstów napisałem w młodości, kiedy fascynowała mnie poezja Stachury, Miłosza czy Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, i właśnie teksty tych poetów – oprócz moich – znalazły się na płycie. „Ogrody Życia” są zamknięciem pewnego rozdziału w moim muzycznym życiu, ponieważ zarówno muzyka, jak i teksty, które na niej się pojawiły, grały mi w głowie latami. I dlatego pojawiły się właśnie teraz. Do dwóch kompozycji teksty napisała Julia Wasielewska, kiedy to podczas pracy nad płytą sama zaproponowała, że może to zrobić. Do utworu „Kolęda” tekst napisał Wiktor Gabor. Pierwotnie kompozycja ta była do tekstu Czesława Miłosza, ale miałem ogromny problem z uzyskaniem kontaktu do spadkobierców poety. Starałem się, aby zarówno muzyka, jak i teksty były bardzo różnorodne i „kolorowe” – trochę jak ogród.

 

zdj. Katarzyna Mrożewska

 

MM: Zmieniła się też orkiestra, która ci towarzyszy, a także jej dyrygent.

 

 

LK: Tak, nastąpiły pewne zmiany. Do zespołu dołączył legendarny gitarzysta Budki Suflera, Marek Raduli, z którym mamy bardzo podobną estetykę muzyczną. Tym razem, z racji na wielkość przedsięwzięcia (duża orkiestra, chór itd.), zdecydowałem się na współpracę z aranżerem i dyrygentem młodego pokolenia – Krzysztofem Falkowskim. Zależało mi, aby moje aranżacje nabrały naprawdę symfonicznego brzmienia i mówiąc wprost – potrzebowałem kogoś, kto poświęci na ten projekt naprawdę dużo czasu. Na płycie zagrał dużo większy skład sekcji dętej, a dopełniła brzmienie sekcja smyczkowa Orkiestry Polskiego Radia w Warszawie. Do tego śpiewa chór Sienna Gospel. Sam nie dałbym rady przygotować się, ani poprowadzić takiego zespołu przez cały proces nagrań. Krzysztof Falkowski, mimo młodego wieku, współpracował już z wieloma orkiestrami i wybitnymi muzykami przy bardzo dużych produkcjach.

 

 

MM: Grzech Piotrowski zagrał tym razem tylko na saksofonie, a czy Staszek Plewniak też na nim zagrał?

 

 

LK: Bardzo się cieszę, że Grzech znalazł czas i chciał zagrać na mojej drugiej płycie. Brzmienie jego saksofonu dodało naprawdę dużo w każdym utworze, w którym gra. Natomiast dopiero niedawno dowiedziałem się, że Staszek Plewniak gra na saksofonie (śmiech). Kiedy szukałem męskiego głosu, a rozmawiałem także o współpracy z Kubą Badachem, moim znajomym sprzed lat, Staszka polecił mi Michał Salamon. Barwa głosu Staszka jest bardzo ciepła i zbliżona do barwy Kuby. Bardzo dobrze odnalazł się w moich utworach, ale na saksofonie nie grał (śmiech).

 

 

MM: Miałeś jakieś założenia odnośnie do wokalistów na tej płycie?

 

 

LK: Tak, pierwotnie miał być to duet męsko-damski. W trakcie pracy nad płytą uznałem, że jeśli zaśpiewają tylko dwie osoby, to będzie bardziej płyta tego duetu, a nie moja. Do tego utwory są tak różnorodne stylistycznie, że chciałem trochę pomieszać głosami. Zacząłem więc szukać. W efekcie mamy dwa bardzo różne głosy żeńskie i męskie. Julka ma bardzo czystą, dźwięczną, musicalową barwę, a Daria Kobierecka ma swego rodzaju tajemnicę w głosie i brzmi bardziej jazzowo. Łukasz Reks to głos soulowy, a Staszek – bardziej jazzowy. Mając taki wybór z łatwością podzieliłem moje piosenki między wokalistów.

 

 

MM: No właśnie – momentami ma się wrażenie, że w danym utworze oddałeś całe pole innym instrumentom.

 

 

LK: Chciałem, żeby każdy miał szansę się wykazać (śmiech). A tak serio – płyta nosi tytuł „Ogrody Życia” i to nie jest przypadkowe porównanie. W każdym ogrodzie jest życie, ogród cały czas się zmienia, dojrzewa, starzeje, rozkwita i przekwita. Jest narażony na silny wiatr i burze – jak ludzie w trakcie życia. Właśnie o tym jest moja muzyka – o życiu, miłości, tęsknocie, smutku, radości i przemijaniu. Dlatego w aranżacjach tak dużo się dzieje. Zadam ci pytanie – do czyjej muzyki jest podobna moja muzyka? Kilku dziennikarzy porównało moją muzykę… Zgadnij.

 

 

MM: To bardzo mylące w przypadku tej płyty. Momentami przypomina nagrania Zbigniewa Wodeckiego.

 

 

LK: Tak, właśnie już kilka razy słyszałem to porównanie do Zbigniewa Wodeckiego, z czego jestem bardzo dumny. Jedna z moich ulubionych piosenek to „Lubię wracać…”. Ostatnio nawet ktoś powiedział, że te piosenki kojarzą mu się z najlepszymi czasami festiwalu w Opolu. To było może już nieskromne, ale tak ta osoba powiedziała. Miałem nawet pomysł, żeby wystartować z jedną piosenką do Debiutów Opolskich, ale wokaliści chcieli spróbować ze swoimi utworami. Julia zaśpiewała w Debiutach swoją autorską piosenkę.

 

 

MM: Płyta jednak znów jest dość krótka. Przy tak dużym aparacie wykonawczym nie chciałeś tego bardziej rozbudować?

 

 

LK: Zapisałem na płycie 10 moich piosenek, które pamiętałem z czasów młodości. Pewnie mógłbym jeszcze poszukać czegoś w szufladzie, a także jeszcze bardziej rozbudować aranżacje i formę utworów. Nie myślałem nigdy w takich kategoriach, aby jeszcze bardziej rozbudowywać utwory, czy płytę. Dla mnie ten materiał jest całkiem spójny i na tyle długi, aby też nie zanudzić słuchaczy. Myślę o kolejnych projektach muzycznych i chyba po doświadczeniach z moimi dwoma płytami, wrócę znowu do muzyki instrumentalnej, gdzie na pewno utwory będą bardziej rozbudowane. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

 

zdj. Katarzyna Mrożewska

 

MM: Czy dobrze zrozumiałem, że zarówno na „Powroty”, jak i na „Ogrody Życia” wykorzystałeś utwory, które czekały od lat?

 

 

LK: Powiedziałbym, że więcej utworów sprzed lat jest na płycie „Ogrody Życia”. Tutaj właściwie 9 piosenek skomponowałem w latach licealnych i w czasie moich studiów w Lublinie. Kompozycje na płycie „Powroty” rodziły się w mojej głowie w trakcie tej prawie trzydziestoletniej przerwy od aktywnej działalności muzycznej. Kilka utworów powstało także w trakcie moich podróży po różnych stronach świata. Na obu płytach jest zapisanych wiele moich osobistych przeżyć i emocji.

 

 

MM: Wspominałeś, że chcesz wrócić do muzyki instrumentalnej. Piszesz już zatem nowe utwory?

 

 

LK: Tak, zacząłem już pracę nad nowymi utworami instrumentalnymi. Dość szybko zebrałem nowe doświadczenie muzyczne podczas pracy przy produkcji dwóch płyt, i chcę je wykorzystać. Mam wrażenie, że rzeczywiście odkrywam w mojej głowie zupełnie nowe przestrzenie pełne pomysłów. Paradoksalnie, kiedy odsunąłem się od operacyjnego zarządzania moją firmą, myślałem, że będę miał więcej wolnego czasu dla siebie, a okazało się, że muzyka w tej chwili mną zawładnęła całkowicie. Nawet nie pojechałem na wiosnę na żadną wyprawę rowerową, które – jak wiesz – uwielbiam. Mam bardzo dużo pracy związanej z promocją płyty. Bardzo dużo gram na fortepianie i myślę o dużym koncercie w Warszawie pod koniec roku.

 

 

MM: A czy jest szansa, żebyś wystąpił na żywo ze wszystkimi wykonawcami z płyty?

 

 

LK: Jeśli masz na myśli wokalistów, to tak, natomiast nieco zmieni się skład koncertowy. Mam już zbudowany skład, który ze mną zagra. Na pewno pojawi się Marek Raduli na gitarze. Na saksofonie Marcin Nowakowski, na basie Mirek Wiśniewski, Przemek Kuczyński na perkusji, i ja na fortepianie. Obowiązkowo chór Sienna Gospel i mam nadzieję, że zagra w Warszawie ze mną także Orkiestra Polskiego Radia pod dyr. Krzysztofa Falkowskiego. Nie nastawiam się na dużą ilość koncertów. Chcę, aby każdy koncert był dużym wydarzeniem, zagranym w pełnym składzie i z odpowiednią oprawą wizualną. Koncert w Hrubieszowie, w moim rodzinnym mieście, był wielkim artystycznym wydarzeniem i przekonałem się, że warto robić koncerty na takim poziomie. Został on zarejestrowany przez telewizję JAZZ HD i wkrótce zostanie wyemitowany na jej antenie. Moja muzyka została także zauważona i doceniona w branży audiofilskiej, i to nie tylko w Polsce. Zależy mi na tym, aby trzymać odpowiedni poziom i jak najwierniej grać żywą muzykę podczas koncertów, dokładając oczywiście inwencję twórczą poszczególnych muzyków.

 

 

Rozmawiał Maciej Majewski

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020