Stonus to cypryjski zespół (obecnie stacjonujący w Londynie), który uraczył w tym roku słuchaczy albumem „Space to Dive”, na którym łączy w jedno trzy światy: stonerowe riffowanie, psychodeliczne przestrzenie oraz progresywne zacięcie. Jest to też pierwszy album formacji, który w pełni zaskoczył w tym, co mi pozostało z mózgu. „Space to Dive” okazał się być tym brakującym puzzlem w układance, tudzież ostatnim brakującym elementem mozaiki.
Muzyka oferowana na „Space to Dive” nie jest ani oczywista, ani prosta, jednakże ma w sobie swoisty hipnotyzm, który sprawia, że chce się do niej wracać. Kwaśne, psychodeliczne pasaże, zamiłowanie do połamanych dźwięków i nagłych zmian, ale też buczące riffy, energia oraz zapadające w pamięć motywy. Tak najprościej nazwałbym cechy składowe nowego albumu Cypryjczyków. Już od pierwszych dźwięków czuć, iż Stonus przygotował muzykę, która płynie, a jej prąd porywa słuchacza. Jak to w przypadku progresywnej muzyki: prąd jest raz szybszy, raz wolniejszy, raz podtapiający, raz unoszący na tafli. Zmienność jest tutaj jedyną rzeczą stałą.

Widać też niezwykłe rozmiłowanie muzyków do hipnotyzowania oraz oczarowywania słuchacza: grube riffy i ekspresyjny wokal lubi tutaj ustąpić miejsca przepastnym, psychodelicznym przestrzeniom oraz progresywnym eskapadom w tajemnicze dźwięki i nietypowe rytmy, aby następnie powrócić w ciężki i pełen emocji stoner. Nieważne, czy formacja akurat gruzuje słuchacza pobudzającym riffem i osadzonym rytmem, czy wystawia umysł na próbę poprzez połamane dźwięki, czuć że doskonale odnajdują się w tym, co robią.
Album to też istna kopalnia motywów, które eksplorowane są poprzez różnorodne tempa oraz natężenie wrażeń. Potrafi być tu zarówno mroczno i depresyjnie, jak i ekstatycznie. Poszczególne utwory zdają się być jedynie umowne, ponieważ Stonus z niezwykłą naturalnością przechodzi w ramach poszczególnych kawałków przez najróżniejsze i nawet, na pierwszy rzut ucha, najdziwniejsze zmiany, często kontrastując z sobą skrajne emocje, jak i skrajnie różne ciężary. Formacja potrafi na przykład konkretnie przygruzować, aby następnie wkroczyć w motywy przypominające czarodziejskie inwokacje, greckie motywy dźwiękowe, i bez żadnego ostrzeżenia dobić sludge’owym ciosem.
Jest to też kolejny album, który jest istnym miszmaszem gatunkowym w najlepszym tego słowa znaczeniu, i pokazujący jak niezwykle plastycznym i pojemnym gatunkiem jest stoner metal, czy szeroko pojęty heavy rock, oraz jak wdzięcznie proste, gruzujące riffowanie można połączyć z prostującymi fałdy na mózgu psychodeliczno-progresywnymi wyprawami w nieznane. Jeśli chcecie muzyki, która zaoferuje pełne spektrum przeżywania sztuki: transcendencję, depresję, smutek, ekstazę, trans i moc, to odpalajcie „Space to Dive” i zanurzcie się wraz ze Stonusem w niezwykły świat, w którym to wszystko się przeplata, a słuchacz czuje się niczym widz w amfiteatrze oglądający tragikomedię, targany sprzecznymi emocjami.
Marek Oleksy (Gruz Culture Propaganda)
Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.