IKS

Źrenice – „Śnienie” [Recenzja], wyd. self-released

Źrenice to młody zespół z Lublina, który gra… no właśnie. Ciężko jest jednoznacznie określić, jaki gatunek muzyczny wykonuje owa formacja. Gdyby płyta ukazała się na początku tego milenium, zapewne zostałaby okrzyknięta mianem alternative metalu. Ale czy aby na pewno? Znajdą się tu ciężkie riffy, rozbudowane i pełne melodii partie prowadzące, balansowanie pomiędzy masywnością a lirycznością, oraz melodyjny śpiew, któremu najbliżej jest (moim zdaniem) do folku. Jest tu post-rock i post-metal, jest tu artystyczne granie, znajdzie się nieco stonera oraz kombinowania z melodiami czy rytmem, które dają skojarzenia ze sceną progresywną. Zatem gatunki są tu traktowane dość umownie.

Niezły miszmasz, prawda? To jednak nie wszystko, ponieważ teksty odbieram jako traktujące o zdrowiu psychicznym. Temacie, który w XXI wieku zdaje się być niezwykle aktualny i potrzebny. Brzmienie kwintetu również ciężko jednoznacznie zaszufladkować: jest nowoczesne, dość rockowe, ale nie osłabia w żaden sposób ciężkich partii, które są głównym trzonem albumu, ani nie spłyca tych najbardziej emocjonalnych. To co jest dla mnie najbardziej niezwykłe w albumie to nie tylko jego „dziwność”, ale masa trudnych emocji, jakie znajdują ujście w trakcie tych 30 minut wyprawy w głąb ludzkiej psychiki. Gorycz, ból istnienia, wypalenie, smutek, beznadzieja? Znajdziecie tutaj to wszystko z aż niepokojącą autentycznością.

 

zdj. Grzegorz Makarski

 

Poczucie przekroczenia innego wymiaru nasila intro („Brama lasu…”) oraz outro („…lasu skraj”), pozwalające w niemal mistyczny sposób poczuć przejście do innego świata. Pełne tajemniczych dźwięków intro płynnie przechodzi w pierwszy utwór zatytułowany „Neuroza”, który już od pierwszych dźwięków zdradza, iż nie będzie to zwykły odsłuch. Łagodność i liryczność przeplata się z ciężarem i bardziej technicznym podejściem do perkusji, podczas gdy wokal roztacza przed słuchaczem wizję cierpienia związanego z problemem natury psychicznej.

„Inni” zagęszcza klimat poprzez metalowe riffy oraz podkręcenie tempa i niejednoznaczny tekst. Instrumentarium podkreśla gonitwę myśli, jaka występuje w tekście, czasami przełamując ją nieco wolniejszym tempem, jednakże – jak to w gonitwie myśli bywa – jest coraz szybciej i coraz bardziej niepokojąco. Kolejny na płycie jest „Endymion”, czyli mityczny młodzieniec skazany na klątwę wiecznego snu przez Zeusa za zakochanie się w Herze. To nieprzypadkowy tytuł, ponieważ opowiada o śnieniu, odrętwieniu, wypaleniu emocjonalnym i przytłoczeniu depresją. W warstwie muzycznej to utwór dość łagodny, ale niesamowicie wymowny, niebojący się połamanych dźwięków oraz budowania napięcia i kontrastu pomiędzy intensywną sekcją rytmiczną a melodyjną i emocjonalną sekcją prowadzącą.

 

 

„Stara Chata” to w warstwie lirycznej, jak myślę, rzecz o przebodźcowaniu nadmiarem bezsensownych informacji. Z kolei warstwę instrumentalną interpretuję jako rytualne, stonerowe podejście do riffowania oraz groove z coraz mocniejszym i cięższym motywem głównym, który dodatkowo buduje napięcie niepokojącą melodią, znajdującą ujście w buczącym finale utworu. „Czarownica” wkracza niemalże w sludge’owy brud i skupia się szczególnie na ciężarze riffów, jednakże zespół potrafi tu też odpłynąć w kierunku psychodelicznych rewirów. W warstwie tekstowej wyczuwam traktowanie o traumie związanej ze stratą. Gorzki, smutny tekst wspaniale współgrający z muzyką.

 „Sam” przeplata liryczność z ciężarem, ale w odróżnieniu od pozostałych utworów – odnoszę wrażenie że jest dość pozytywny i optymistyczny. Przynajmniej w porównaniu z poprzednimi kompozycjami. Odbieram ten kawałek jako walkę o siebie, która nigdy nie jest łatwa i często męcząca, ale jest to najważniejsza walka w życiu. Zarówno wokal jak i instrumentarium mają w sobie motywującą do życia energię, dokonując ostatecznego katharsis. Utwór łagodnie przechodzi w outro: również optymistyczne i obdarowujące mocą spokoju.

 

Śnienie to album niezwykle ciężki, przede wszystkim w warstwie emocjonalnej i lirycznej. Nie jest to dzieło do puszczenia w tle, ani do posłuchania na wyrywki. Polecam sobie zaserwować nieco muzykoterapii poprzez wyciszenie się, odpalenie tego albumu i chłonięcie go wraz z całym jego bogactwem.

 

Marek Oleksy  (Gruz Culture Propaganda)

 

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020