IKS

DevilsHarvest – „est.IV:XX” [Recenzja], wyd. Rumble Music Promotions

DevilsHarvest to jednoosobowy projekt z Niemiec, który na albumie o niezwykle chwytliwej nazwie „est.IV:XX” postawił sobie, zdaje się, następujący cel: zniszczyć słuchacza. Na ciężko i wolno. Jest to album na wskroś nieprzyjazny, atakujący i pełen plugastwa w niezwykle gruzującej i kruszącej kości formie. Głównym rdzeniem muzyki są tu masywny stoner/doom oraz agresywny i brudny sludge, do tego idzie tutaj zasłyszeć elementy drone, noise, crust punka czy black metalu.

 Za sterem projektu stoi Johnny Rumble, koneser muzyki ciężkiej i wolnej oraz właściciel Rumble Music Promotions. Słychać, że ten album robił pasjonat, gdyż nie ma tu żadnych kompromisów. Utwory są długie, trwające zazwyczaj ponad 10 minut i nie posiadają piosenkowej struktury: skupiają się na ciężarze, bad tripie oraz wzbudzaniu niepokoju czy nawet lęku. Nie jest to lekki i przyjemny album: wręcz przeciwnie, muzyka robi wszystko, aby być dźwiękowym ekwiwalentem papieru ściernego, biorąc wszystko, co najbardziej złowrogie ze stoneru, doomu, sludge, noise, drone, crust punku i black metalu. Album jest bezlitośnie wolny. Chociaż zdarzają się tutaj przyspieszenia, to nie rozkręcają one muzyki do żadnego galopu. Zazwyczaj nieco przyspieszają, aby zagęścić atmosferę, po czym znowu uderzyć w wolne riffowanie o uroku zderzenia płyt tektonicznych.

 

zdj. materiały promocyjne

 

Poza wokalami, których użyczyli gościnni wokaliści: Emanuel Portelli (Hemplifier, Thy Legion), Hiroyuki Takano (Sithter, ex-Church of Misery) i Fight Lintner (Hollowed), oraz dwóch gościnnych partii gitary prowadzącej od Hyo Kagawy (Sithter) całość muzyki skomponował, nagrał, wyprodukował oraz zmiksował Johnny Rumble.

Poza pasją do grania ciężko i wolno czuć tutaj niezwykłe ucho do brzmienia. W chwilach nawet największej dźwiękowej hekatomby słychać selektywnie każdy instrument. Pomimo tej produkcji czuć, iż jest to brudna gra: od niskich tonacji drży ziemia, a te wyższe dokonują nieskrępowanej sonicznej lobotomii. Dorzućcie do tego niepokojące sample i niespieszną atmosferę nieuchronnej zguby, czy momentami zdehumanizowane wokale oraz bezlitosny balans między hałasem a masywnym dźwiękiem.

 

 

Dzieło najlepiej jest wysłuchać od początku do końca, nie skupiając się na poszczególnych utworach, tylko dając się ponieść kolejnym dźwiękom. Muzyka tutaj dostarcza całe spektrum trudnych emocji oraz koszmarnych wizji. Po odsłuchaniu całości słuchacz może poczuć się autentycznie brudny. Brzmienie ma w sobie zresztą coś z piwnicy tudzież lochu: czuć w nim naturalną ciemność i nieznane, niewidoczne zagrożenie, które gdzieś czai się poza zasięgiem wzroku.

 

„est.IV:XX” to album, który śmiało można określić jako muzyczny odpowiednik horroru: płyta ma na celu wstrząsnąć słuchaczem, zanurzyć go w smole nieprzyjaznych dźwięków, przyciągnąć do siebie budowaniem napięcia. Pesymistyczny oraz gorzki od początku do końca, atakuje dźwiękiem bez żadnej litości. Jeśli miałbym do czegoś przyrównać ten album, to byłoby to przeżywanie koszmaru na jawie.

 

Marek Oleksy (Gruz Culture Propaganda)

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020