IKS

Noise River – „Ruminations” [Recenzja], wyd. self-released

Polska scena ciężkiego grania ma się dobrze, a Noise River to jeden z zespołów, który konsekwentnie idzie własną drogą. Grupa stawia na autorską formułę, którą sami nazywają stoner fusion – czyli mieszanką ciężaru stonera i heavy rocka z psychodelią, bluesem, progresją i czasem nawet elektroniką. Na albumie „Ruminations” słychać, że ta nazwa nie jest przypadkowa – to płyta pełna różnych klimatów, ale jednocześnie zaskakująco spójna.

Już początek pokazuje, że zespół lubi budować klimat. „6&9&7” zaczyna się lekką elektroniką, po czym wchodzi mocny riff i chwytliwy refren. Bas brzmi tłusto, groove siedzi jak trzeba, a całość ma w sobie coś z progresywnego, przestrzennego rocka. Zaraz potem „The Sun” przenosi nas w transowy, elektroniczny klimat – instrumentalny fragment, który pulsuje rytmem i buduje ciekawy most do dalszej części albumu.Jednym z mocniejszych momentów jest ponad ośmiominutowy „Let’s Death!” – numer, który rozwija się powoli, zaczynając od pojedynczej gitary i stopniowo dokładając kolejne warstwy. Z czasem robi się z tego prawdziwa kosmiczna podróż – dużo przestrzeni, delaye, psychodeliczny klimat i progresywne granie, które wciąga jak wir.

 

W środku płyty pojawia się więcej bluesowego ducha. „On Hallows’ Eve” płynie w hipnotycznym, heavy-bluesowym klimacie, który może przypominać mroczniejsze momenty All Them Witches. Z kolei „Graveyard of Wonder” zaczyna się bardziej grungowym riffem i cięższym nastrojem, ale z czasem utwór zwalnia, nabiera przestrzeni i rozwija się w bardziej progresywną, hipnotyzującą kompozycję z miejscem na gitarowe improwizacje.

 

zdj. materiały promocyjne

 

Teksty na płycie też dokładają swój klimat, ale nie chodzi tu o jakieś skomplikowane historie. Raczej o obrazy i symbole – trochę mistyki, trochę apokaliptycznych wizji, trochę wewnętrznych rozterek.

Pojawiają się motywy alchemii i postacie takie jak John Dee czy Edward Kelley, a obok tego refleksje o chaosie świata, ludzkich obsesjach i próbie znalezienia sensu w tym wszystkim. W drugiej części albumu robi się bardziej osobiście – szczególnie w „Akathisia”, gdzie słychać bunt, emocje i potrzebę wyrwania się z narzuconych schematów.

 

 

Muzycznie to jeden z najbardziej bujających momentów płyty – świetny riff od początku, bluesowo-stonerowy groove i lekko transowy klimat, który później skręca w szybsze, bardziej połamane granie. Właśnie w takich momentach najlepiej słychać, o co chodzi zespołowi z tym ich stoner fusion.Na koniec dostajemy „Dharma (Enjoy the Ride)” z gościnnym udziałem Frania Muchy. Numer zaczyna się od mocnego basu i delikatnej perkusji, a potem buduje szeroką, przestrzenną atmosferę. To bardziej kontemplacyjny finał – spokojniejszy, ale nadal bardzo klimatyczny.

 

„Ruminations” to płyta różnorodna, ale dobrze poukładana. Noise River sprawnie łączą stonerowy ciężar, bluesową duszę, progresywną przestrzeń i psychodeliczny klimat. Solidne riffy, dobry wokal i sporo pomysłów sprawiają, że całość wciąga i potrafi zahipnotyzować. Krótko mówiąc – stoner fusion na pełnej mocy. Klimatycznie, różnorodnie i z charakterem.

 

Marek Pruszczyński (Dezarbuzator)🍉

 

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek. „Ruminations” znajdziecie na bandcamp zespołu (tutaj)

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020