IKS

Palm Desert – „Rays of the Gold and Grays” [Recenzja], wyd. Electric Witch Mountain Recordings

Zima to niezwykle ciekawa pora roku do zrealizowania albumu w nurcie desert rocka. Riffy oraz melodie pełne słońca i spiekoty mogą kojarzyć się miłośnikom wyższych temperatur z latem. Z kolei dla mnie, zimnoluba, jest to bezpieczne chłonięcie pustyni w niskich temperaturach. Zupełnie inną perspektywę daje słuchanie tego albumu teraz, gdy zima powoli ustępuje miejsca wiośnie i wszystko budzi się na nowo do życia. Te okoliczności przyrody niezwykle podkreślają moc nowego albumu Palm Desert o tytule „Rays of the Gold and Grays”.

Formacja jest jedną z tych, które zdają się być w eterze od zawsze. Pamiętam, iż lata temu została mi polecona przez mojego kolegę (jeśli to czytasz, Michale: pozdrawiam!) i od tamtej pory ta muzyka non stop siedzi w mojej głowie. Do dziś nie jestem w stanie pojąć jak niezwykle przestrzenne, pustynne pejzaże maluje dźwiękiem formacja z Polski: kraju, w którym nie ma pustyni z prawdziwego zdarzenia. Każdy album formacji to wyprawa w piach, skwar i totalne pustkowie.

 

Czy „Rays of the Gold and Grays” w jakikolwiek sposób rewolucjonizuje pustynnego rocka ze stonerowym ciężarem? Nie i, szczerze mówiąc, jest to największy atut albumu. Muzyka jest prosta, ciężka, energiczna i niezwykle szczera. Na nowej płycie formacja przygotowała osiem kompozycji o łącznym czasie trwania ponad 43 minuty. Utwory zabierają słuchacza na wędrówkę w różne zakamarki skąpanych słońcem piasków. Brzmienie jest niezwykle basowe i pełne wyrazistych, pieszczących uszy dźwięków w niskim rejestrze, ale nie zabraknie też pobudzających wyobraźnię melodii w wyższych tonacjach.

 

zdj. archiwum prywatne zespołu

 

Album ma dla mnie charakter udanego jam session właśnie gdzieś na pustyni. Te bluesowe partie prowadzące gitary mają w sobie coś z niezwykle emocjonalnej improwizacji, do tego muzycy żonglują różnymi motywami oraz niezwykle umiejętnie zwiększają i zmniejszają intensywność riffu, co niesamowicie skutecznie wkręca się w mózg. Znajdziecie tu zabawę tempem, rytmem oraz melodiami i efektami gitarowymi, a z całą pewnością nie znajdziecie tutaj nudy. To co też jest naprawdę istotne w tego typu muzyce: od zespołu da się wyczuć niezłą frajdę z grania muzyki, co dodaje temu dziełu ten unikatowy osobisty pierwiastek, który jest nie do podrobienia.

Pomimo słusznej dawki ciężaru nie sposób odmówić płycie motywującego wpływu na słuchacza. Jest to jeden z tych albumów, przy których nogi same chodzą, a głowa automatycznie kiwa się w rytm muzyki. To, jak niezwykle zaraźliwe są tutaj groove’y, zasługuje na wszelkie wyróżnienia. Zresztą formacja zdobyła pierwsze miejsce w Doom Charts za grudzień 2025 roku!

 

 

Kolejnym aspektem wyróżniającym ten album jest różnorodność stylistyczna, jaką muzycy operują. Znajdziecie tutaj zarówno bluesowe szaleństwo, emocjonalne grunge’owe wyprawy, łagodne i postujące motywy, a także ciężkie stonerowe riffowania czy pustynne ekstazy. Muzyka na albumie pochłania słuchacza, zatem okładka, na której yeti surfuje w głąb wiru, jest jak najbardziej adekwatna.

 

„Rays of the Gold and Grays” to emocjonująca wyprawa na pustynię, na której znajdziemy zarówno trud, pustkę i poparzenia słoneczne, jak i wytchnienie, spokój, transcendencję oraz kontemplację. Płyta oferuje zarówno niezwykłe przestrzenie, jak i bardziej klaustrofobiczny ciężar, wspaniale żonglując tymi kontrastami w szerszym spektrum. Polecam zamknąć oczy i dać się prowadzić riffom naprzód. Ku pustyni.

 

Marek Oleksy (Gruz Culture Propaganda)

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020