IKS

Izzy and the Black Trees – „Kisses to Chaos” [Recenzja], wyd. Antena Krzyku

„Świat 7 października 2022 roku, w dniu premiery drugiego albumu zespołu Izzy and the Black Trees, przypominał beczkę prochu”. Od tego zdania rozpocząłem recenzję „Revolution Comes in Waves– przełomowej dla zespołu, ich drugiej długogrającej płyty. I choć od tamtej pory minęły niemal trzy i pół roku, w kwestii sytuacji na świecie niewiele się zmieniło. Napięcie wisi w powietrzu i choć nauczyliśmy się z nim żyć, wciąż czuć na karku złowrogi oddech. Na sklepowe półki trafił właśnie najnowszy, trzeci album poznańskiego kwartetu Izzy and the Black Trees, zatytułowany „Kisses to Chaos – płyta, która ponownie wchodzi w samo centrum emocjonalnego i społecznego rozgardiaszu. Zespół nie ma w zwyczaju przekłamywania rzeczywistości – wręcz przeciwnie, po raz kolejny opisuje to, co większość z nas boli. W lutym 2026 roku świat wciąż przypomina beczkę prochu, a Izzy and the Black Trees na „Kisses to Chaos” po raz kolejny oddają w ręce słuchaczy idealny soundtrack do otaczającej nas rzeczywistości.

„Kisses to Chaos” to płyta, która z jednej strony aż pęka od świetnych, świeżych pomysłów, z drugiej – momentami sięga po rozwiązania brzmiące wyjątkowo znajomo. To dźwięki wygrzebane z głębokich szuflad historii alternatywnego rocka, podane jednak w sposób, który nadaje im nowy kontekst, świeżość i odpowiednią dramaturgię. W tym duchu zespół puszcza oko do słuchaczy, tytułując jeden z utworów imieniem i nazwiskiem legendarnego producenta – a przy okazji perkusisty Garbage – Butcha Viga. Trudno uznać to za przypadek: na swoim koncie ma on pracę nad albumami tak ikonicznych formacji jak Sonic Youth, Nirvana czy The Smashing Pumpkins – grup, które w oczywisty sposób odcisnęły piętno na stylu Izzy and the Black Trees. W tym kontekście tytuł utworu brzmi jak estetyczna deklaracja – wyraźny sygnał, z jakiej tradycji zespół czerpie i z jaką świadomością porusza się po mapie gitarowego grania.

 

zdj. Jacek Mojta

 

Podobnie jak na poprzednich wydawnictwach, grupa sprawnie funkcjonuje w obrębie sprawdzonych schematów, filtrując je przez własną wrażliwość i estetykę. Z jedną istotną zmianą. O ile przy „Revolution Comes in Waves” czy „Go On, Test the System” miałem wrażenie, że materiał zdominowany był przez Izę Rekowską – która swoją charyzmą i sceniczną pewnością siebie kradła całe show – o tyle na „Kisses to Chaos” proporcje wyraźnie się przesuwają. Tym razem zespół brzmi bardziej kolektywnie. Wokale i instrumenty splatają się w gęstszą, bardziej wyrównaną strukturę, w której nie ma jednego oczywistego centrum. Iza nie traci wyrazistości ani magnetyzmu, ale nie skupia już na sobie całej uwagi – staje się częścią większej całości…

Energia płynąca z „Kisses to Chaos” rozkłada się bardziej równomiernie, co jest niewątpliwą zaletą. Tę zmianę słychać praktycznie od pierwszych sekund płyty, czyli od otwierającego całość „Escape from the Liberty Cinema”. To rozbudowane intro, które zgodnie z założeniem, przez swoją większą część buduje napięcie metodycznie i bez pośpiechu. To także bardzo zgrabne nawiązanie do filmu z początku lat 90. o tym samym tytule, w którym główną rolę zagrał Janusz Gajos – kolejny dowód artystycznej świadomości zespołu. Oparty na powracającym gitarowym motywie wstęp stopniowo przechodzi w pełnoprawny, intensywny utwór – gęsty i narastający. To deklaracja pewności siebie oraz zapowiedź nowego kierunku. Dalej jest jeszcze ciekawiej. W kolejnych kompozycjach zespół coraz śmielej przesuwa się w stronę art rocka. Słuchając riffów Mariusza Dojsa, trudno nie mieć skojarzeń z legendarnymi formacjami pokroju Television czy wczesnych dokonań Talking Heads.

 

Tę pomysłowość wyraźnie słychać w takich kawałkach jak „Functional Freeze”, „Endless Seas” czy „Two Sides”, które najlepiej pokazują ambicje i obecny kierunek zespołu. Można powiedzieć, że duch Toma Verlaine’a unosi się nad tą płytą, nadając jej elegancji i artystycznej dyscypliny. Nie można też zapominać o sekcji rytmicznej w składzie Pawlukiewicz/Mazurowski, która stanowi solidny fundament brzmienia „Kisses to Chaos”. W tym kontekście warto przytoczyć punkowe „Restless Nights”. Wypada wspomnieć o jeszcze jednej perełce skrywającej się na samym końcu płyty – „Stalker”. To najmroczniejszy i najbardziej surowy utwór w całym zestawieniu, pozbawiony zbędnych ozdobników, oparty na napięciu, które narasta stopniowo i nie pozwala słuchaczowi na chwilę wytchnienia. Stanowi mocne, niepokojące domknięcie albumu, podkreślające jego bardziej introspektywną stronę.

 

 

Pewną zmianę słychać również w warstwie wokalnej. W stosunku do poprzednich wydawnictw, mniej tu partii recytowanych, a coraz więcej śpiewu i wyraźnie zarysowanych melodii („Spring Time Rush”!). Dzięki temu „Kisses to Chaos” zyskuje dodatkową lekkość i przystępność. Podobny zabieg na swojej najnowszej płycie „Secret Love” zastosowali koledzy po fachu z Dry Cleaning – co tylko wzmacnia poczucie, że oba zespoły spotykają się dziś w podobnym punkcie estetycznej ewolucji. Na nowym albumie Poznaniaków pojawiają się również dodatkowe wokale Mariusza Dojsa. Można je usłyszeć w jednym z bardziej piosenkowych momentów płyty – „Marseille”.

Teksty na „Kisses to Chaos” osiągają nowy poziom. Są znacznie bardziej refleksyjne i pozbawione zbędnego patosu (który gdzieś tam przewijał się na poprzednich wydawnictwach) . Mniej jest w nich gniewu (choć ten również się pojawia – w „This Land Is Ours”), a więcej chłodnego spojrzenia na otaczający nas świat („Post-Apocalypse”). Mam wrażenie, że Iza Rekowska na „Kisses to Chaos” z barykad, na których stała w okresie „Revolution Comes in Waves”, przesunęła się w cień. Dzięki temu stała się kronikarką opisującą niepokoje, wewnętrzne zmagania i otaczający nas chaos. Przy okazji udaje jej się wydobyć piękno i nadzieję ukryte w tym zwariowanym świecie („Endless Seas”). Izzy and the Black Trees nie pozwalają nam zapomnieć, że świat wciąż przypomina beczkę prochu. „Kisses to Chaos” jest w pewnym sensie próbą oswojenia się z tą rzeczywistością.

 

„Kisses to Chaos” to album dojrzały, świadomy i konsekwentny – zarówno brzmieniowo, jak i tekstowo. Izzy and the Black Trees nie rezygnują ze swojej energii ani społecznej wrażliwości, ale nadają im nową formę. Zespół rozwija swoje inspiracje, nie popadając w prostą imitację, lecz przetwarzając je przez własną estetykę i doświadczenie. To płyta, która łączy napięcie z refleksją, gniew z chłodnym namysłem. To zdecydowanie najbardziej udany album w katalogu poznańskiego kwartetu.

 

Grzegorz Bohosiewicz

 

Zespół jest w trakcie trasy koncertowej w trakcie której będzie miał jeszcze trzy następujące przystanki:

12.03 – Pod Minogą, Poznań

13.03 Desdemona, Gdynia

14.03 Studio Łoskot,  Sochaczew

 

 

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.  „Kisses to Chaos” znajdziecie w sklepie Antena Krzyku (tutaj)

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020