IKS

Hér – „Monochrome” [Recenzja], dystr. Mystic Production

Hér to projekt Tomasza Chyły, który razem z czterema innymi trójmiejskimi muzykami przenosi nas do XI-wiecznej Skandynawii na nowym albumie „Monochrome”. Od samego początku słychać, że jest to wyjątkowa podróż i coś, z czym nigdy wcześniej się nie spotkałem.

W tworzeniu płyty uczestniczyli także Maciej Świniarski, Piotr Chęcki, Tomasz Sadecki oraz Sławomir Koryzno, więc mamy tutaj trzon zespołu Nene Heroine, co samo w sobie już świadczy o jakości projektu i już przed odsłuchaniem albumu wiedziałem, że będzie to coś ciekawego. Jak podaje wydawca, główną inspiracją była staronordycka poezja eddycka. Ważne też jest znaczenie słowa „Hér”, które po islandzku znaczy „tu”. Muzycy zapraszają więc słuchaczy do przeżywania muzyki tu i teraz, czy to na koncercie, czy we własnym zaciszu domowym.

 

zdj. materiały promocyjne

 

A naprawdę jest tutaj co przeżywać. Po pierwszym utworze „Chant” można by się spodziewać, że będzie to po prostu muzyka nordycka w stylu Wardruny, ale im dalej w las, tym więcej drzew, psychodelii i neneheroinowości. Nigdy nie spodziewałem się, że usłyszę miks skandynawskiej muzyki z jazzem. Saksofon Piotra Chęckiego nadał tym utworom drugiego dna, czegoś bardzo świeżego, co stworzyło kompletnie nowy wydźwięk. Ta muzyka dalej przenosi mnie do zimnych skandynawskich fiordów, ale tak jakby był na nie nałożony jazzowy filtr. Dzięki gardłowym zaśpiewom i zapętlającym melodiom muzyka hipnotyzuje, sprawia, że chce się jej słuchać w kółko i znajdować w niej jakieś nowe rzeczy i ciekawostki.

Płyta jest bardzo emocjonalna, co słychać na każdym utworze. Ciężko jest jednak wydobyć z niej jakąś jedną emocję. Niektóre utwory są bardziej melancholijne, inne agresywne, a jeszcze inne są delikatne. Interpretuję to jako połączenie ze znaczeniem słowa „Hér”, o którym wspominałem wcześniej. Nadaje to temu dziełu uniwersalności, każdy może odebrać te kompozycje tak, jak chce, w zależności od tego, w jakim jest w stanie w momencie odsłuchiwania. Muzyka ta w moim odczuciu zachęca do medytacji, do myślenia nad tym, co wydaje się niestworzone, nad własnym istnieniem w kontekście „bycia” gdzieś we wszechświecie. Tak jak średniowieczni wikingowie szukali odpowiedzi w bogach, tak mam wrażenie, że my szukamy tych odpowiedzi w muzyce i ten album może być jednym z nich. Pełno w nim pytań i tajemniczości. Muzycznie jest w nim też dużo kontrastów, tak samo jak i w życiu. Z jednej strony są te spokojne motywy i melodie, żeby zostać zaraz zniszczone przez mocno zniekształcone solo na saksofonie, jak np. w „Needles and Bark”.

 

 

Nie wiem, czy można powiedzieć, że ten album jest dla konkretnego odbiorcy. Skandynawia od zawsze była dla mnie nieskończonym źródłem mistycyzmu, tajemniczości i szukania odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Tamtejsze fiordy, lasy i góry mają w sobie „coś”, co sprawia, że mnie do nich ciągnie. Ten album z jednej strony trochę uchylił rąbka tej tajemnicy, ale z drugiej – jeszcze bardziej chcę odwiedzić tamte strony. Nie jest to płyta łatwa w odbiorze, uważam, że muzyka skandynawska sama w sobie jest dość skomplikowana do słuchania, bo jest po prostu inna, ale w połączeniu z jazzowymi muzykami nabiera innego wymiaru. Mimo tego udało im się połączyć te dwa światy, w genialny sposób malując kompletnie nowy obraz Północy. Polecam wszystkim.

 

 

Mikołaj Narkun

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

 

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020