IKS

Dry Cleaning – „Secret Love” [Recenzja], dystr. Sonic Records

Dry Cleaning to londyński kwartet, który od kilku lat przyciąga uwagę fanów post-punku nietypowym podejściem do wokalu i aranżacji. Minimalistyczne gitarowe riffy, oszczędne tło dźwiękowe i surowy, nieco ironiczny ton Florence Shaw tworzą muzykę chłodną, ale przyciągającą. Ich najnowszy album „Secret Love” nie wprowadza spektakularnych zmian ani radykalnych zwrotów w porównaniu z wcześniejszymi płytami, jednak subtelne detale i bogatsze tło dźwiękowe sprawiają, że ewolucja zespołu jest słyszalna – to właśnie dzięki tym drobnym różnicom można mówić o cichej rewolucji w ich twórczości.

Muzycznie „Secret Love” pokazuje, że Dry Cleaning się rozwija, choć wciąż zachowuje charakterystyczny dla siebie klimat chłodnego minimalizmu i wycofaną melodeklamację tekstów. Zespół rozwija swój post-punkowy fundament, ale wprowadza nowe barwy i faktury – od lekkich, niemal folkowych melodii, przez funkowe rytmy, po immersyjne, powoli pulsujące syntezatory. Instrumenty nie ograniczają się do roli tła: gitara Toma Dowse’a, bas Lewisa Maynarda, perkusja i klawisze Nicka Buxtona wchodzą w dialog z wokalem Florence Shaw, kontrastują z nim, podkreślają napięcie lub robią miejsce na oddech. W wielu momentach aranżacje są niemal minimalistyczne, pozornie niezauważalne, a jednak każda z tych warstw działa jak drobny element układanki, który zmienia sposób odbioru całości.

 

Album zaskakuje dynamiczną różnorodnością nastrojów. Niektóre utwory pulsują nerwowym rytmem i szorstką gitarową energią, inne unoszą się spokojnie na tle miękkości klawiszowego brzmienia czy ledwie wyczuwalnych syntezatorów. Dry Cleaning wprowadza do post-punku elementy funkowe i jazzujące akcenty, które nadają utworom rytm i lekkość. Drobne szczegóły aranżacyjne sprawiają, że muzyka jest organiczna, żywa – bas i perkusja nadają puls, gitary budują napięcie, a klawisze i syntezatory tworzą wrażenie przestrzenności. Dzięki temu album brzmi dynamicznie i wielowymiarowo, a nawet w mniej skomplikowanych fragmentach słychać, jak starannie ułożone są warstwy dźwiękowe.

 

zdj. materiały prasowe

 

Producentką płyty jest walijska artystka Cate Le Bon, a jej wpływ jest od razu wyczuwalny, zwłaszcza dla tych, którzy dobrze znają jej twórczość. W utworach objawia się poprzez subtelne znaki rozpoznawcze – w pozornie drugoplanowych detalach, które dodają kompozycjom wyrazistości, w nietypowych komponentach tła oraz w specyficznym poczuciu głębi, które sprawia, że każdy dźwięk zdaje się unosić w lekko surrealistycznej atmosferze zamkniętej przez szklane ściany. Obecność Le Bon jest spójna z charakterem Dry Cleaning, dyskretna, lecz fundamentalna. Dzięki niej album zachowuje intymny klimat, który przyciąga i zaskakuje subtelnym przekraczaniem granic oczywistości, słyszalnym w delikatnym przearanżowaniu dźwiękowych struktur.

W porównaniu do poprzednich płyt Dry Cleaning wokal Shaw wydaje się bardziej płynny, rozrzedzony. Nie oznacza to jednak utraty intensywności smaku – przeciwnie, przesunięcie akcentów pozwala jej głosowi zyskać większą swobodę w przestrzeni utworów. Dzięki zmniejszonej gęstości wokal może teraz swobodniej wplatać się między dźwięki gitar, delikatne syntezatory i subtelne warstwy. Ta zmiana nadaje muzyce lekkości i otwartości – frazy Florence Shaw mogą unosić się nad aranżacją, czasem są niemal jak obserwacja rozgrywającej się wokół historii, co pozwala zachować charakterystyczne stonowanie i dystans, które definiują jej styl.

 

Wokal Brytyjki mieści się gdzieś między minimalistycznym, niemal monotonnym stylem producentki „Secret Love”, Cate Le Bon, a zdystansowanym, obserwatorskim głosem Kim Gordon w solowych projektach. Nie jest to naśladownictwo – to pole „pomiędzy” pozwala Shaw wypracować własną tożsamość wokalną. Wspólnym mianownikiem dla tych trzech wokalistek jest podejście do głosu: narracyjność i powściągliwość. Dzięki nim śpiew nie tylko buduje opowieść, ale też tworzy miejsce, w którym subtelne emocje mogą się pojawiać w muzycznym tle, nie naruszając dystansu narracyjnego.

 

 

Teksty pisane przez Florence Shaw charakteryzują się ironicznym poczuciem humoru i wyjątkową zdolnością do uchwycenia paradoksów współczesności. „Hit My Head All Day” pokazuje, jak łatwo ulec manipulacji w świecie pełnym dezinformacji. Autorka wyjaśnia, że tekst został zainspirowany polityczną działalnością propagandową zaobserwowaną w social mediach.

Słowa oddają niepokój związany z koniecznością ostrożnego dozowania zaufania, a jednocześnie utrzymują charakterystyczny dystans, który sprawia, że absurd współczesnego świata jest jednocześnie przerażający i groteskowy. W „Cruise Ship Designer” Shaw przedstawia postać projektanta luksusowych statków wycieczkowych. Bohater nadaje swojej działalności ukryte przesłanie i sam próbuje przekonać się do tego, że jego praca ma sens. To satyryczny obraz próby nadania własnemu życiu znaczenia wbrew wewnętrznemu sceptycyzmowi.

 

zdj. materiały prasowe

 

„Let Me Grow and You’ll See the Fruit” wydaje się być momentem, w którym autorka nieco się odsłania, mimo że wokalnie nadal trzyma dystans. Opisuje tu samotność i potrzebę izolacji, zestawiając je z subtelnym lękiem przed światem i pragnieniem kontaktu – codzienne obserwacje przeplatają się z bardziej osobistymi wyznaniami, które tworzą jeden z najbardziej introspektywnych momentów albumu. Zamykający płytę utwór „Joy” przynosi niepokojąco jasny finał. Świat – zarówno dziś, jak i kiedyś – jest pełen chaosu. Shaw proponuje słuchaczowi, by zmierzył się z nieładem, niepokojem i okrucieństwem – za pomocą uśmiechu, drobnych gestów życzliwości i świadomego doceniania chwil radości. Nie jest to naiwny optymizm, lecz wyzwanie: żeby mimo całego zamieszania wokół, zachować swoją ludzką perspektywę i pozwolić sobie na lekkość w codzienności. „Joy” staje się nie tylko zakończeniem albumu, ale też jego etycznym i emocjonalnym przesłaniem.

 

„Secret Love” to płyta, która udowadnia, że Dry Cleaning powoli ewoluuje, lecz pozostaje przy własnej tożsamości. Nie ma tu przełamywania formy na siłę ani radykalnego redefiniowania post-punku. Zamiast tego zespół porusza się w jego granicach, delikatnie przesuwając je o kilka centymetrów dalej. Tym albumem grupa potwierdza swoją pozycję jako jednego z najciekawszych głosów współczesnej sceny alternatywnej, oferując muzykę, która nie krzyczy, lecz zostaje ze słuchaczem na długo. „Secret Love” to przykład tego, jak rewolucja może być cicha, a jednocześnie znacząca – i jak minimalizm, jeśli jest świadomy, potrafi mówić więcej niż nadmiar.

 

Julia Pawłowska (Wives on Waves)

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020