BabaJaga to warszawski pięcioosobowy skład powołany do życia w 2021 roku, który od samego początku jasno określił swoje terytorium: brud, ciężar i klimat. Zespół porusza się na styku grunge’u oraz sludge/stoner metalu, czerpiąc inspiracje zarówno z klasyki gatunku, jak i z mroczniejszej, bardziej psychodelicznej strony ciężkiego grania. W ich muzyce wyraźnie pobrzmiewają echa Black Sabbath, ale też emocjonalna surowość i melancholia znana z Alice in Chains. To jednak nie jest zlepek wpływów – BabaJaga konsekwentnie buduje własny język, oparty na atmosferze, rytmie i wyczuciu dramaturgii.
„Swamp Faces” to debiutancki album zespołu, będący podsumowaniem ich dotychczasowej drogi. Osiem utworów, 31 minut muzyki i bardzo klarowna wizja. To płyta, która od pierwszych sekund wciąga słuchacza w mroczne bagno, nie oferując łatwego wyjścia ani chwilowego oddechu. Klimat i nastrój są tu absolutnym fundamentem – słychać, że zespół postawił na spójność, gęstość i emocjonalny ciężar, a nie na techniczne popisy czy nadmiar środków.

Album otwiera „Circle of Salt” – krótki, rytualny wstęp, który działa jak symboliczne przekroczenie granicy. To moment wejścia w świat BabaJagi, zamknięcia kręgu i przygotowania na to, co czai się dalej. Zaraz po nim „Gunpowder” pokazuje pierwsze oblicze zespołu: ciężkie, osadzone riffy i wyraźne wyczucie groove’u.
Jednym z najmocniejszych punktów płyty jest „Fool” – utwór walcowaty, potężny, miażdżący rytmem i masą dźwięku. To numer, który uderza w głowę i zostaje tam na długo, pokazując sludge’ową stronę zespołu w pełnej krasie. Dla kontrastu „Crystal Cave” wnosi więcej przebojowości – wpada w ucho, ma wyraźny refren i udowadnia, że BabaJaga potrafi pisać utwory chwytliwe, nie rezygnując przy tym z mroku i ciężaru. „Desert King” to ukłon w stronę klasycznego stonera – pustynny klimat, sunący groove i riffy, które płyną szeroko, zamiast atakować bezpośrednio. Z kolei „Remedy” to najmocniejszy grunge’owy akcent na płycie – brudny, emocjonalny, z wyraźnym duchem Alice in Chains, zarówno w klimacie, jak i w prowadzeniu wokalu. Ten utwór szczególnie podkreśla emocjonalną siłę zespołu.
Na osobne wyróżnienie zasługuje wokal Mateusza Wierzbowskiego – sugestywny, chropowaty, momentami hipnotyczny. Nie dominuje na siłę, ale idealnie wpisuje się w muzykę, prowadząc ją przez kolejne warstwy ciężaru i nastroju. Równie dobrze wypadają same kompozycje – przemyślane, zwarte i pozbawione zbędnych dłużyzn. Każdy utwór ma swoje miejsce i sens w strukturze całości.
„Swamp Faces” to album, który pokazuje, że mieszanie grunge’u, sludge’u i stonera może dać efekt spójny i bardzo mocny, jeśli stoi za nim konsekwencja i wyczucie klimatu. BabaJaga nie próbuje być wszystkim naraz – zamiast tego buduje własne mroczne terytorium. To debiut dojrzały, świadomy i zostający w głowie na długo. Płyta, do której chce się wracać – zwłaszcza nocą, kiedy bagno brzmi najgłośniej.
Marek Pruszczyński (Dezarbuzator)
Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.
Obserwuj nas w mediach społecznościowych: