Rozmowa z Dmytro Ternuščakiem z 1914 to jedno z tych spotkań, które zostają w człowieku na długo po zakończeniu wywiadu. Ten zespół od lat tworzy konceptualne opowieści o I wojnie światowej, ale ich najnowszy album Vyribus Unitis powstał w zupełnie innych realiach — w cieniu współczesnej, realnej wojny, która toczy się tu i teraz w Ukrainie. Dlatego ten materiał jest bardziej osobisty, bardziej desperacki, bardziej prawdziwy niż cokolwiek, co 1914 nagrywali wcześniej. Podczas naszej rozmowy Dmytro mówi szczerze i bezkompromisowo: o muzyce, która staje się narzędziem oporu, o historii traktowanej jak misja oraz o codzienności, w której każdy dzień przynosi stratę, gniew i konieczność przetrwania. To nie jest zwykły wywiad z metalowym wokalistą — to świadectwo artysty, którego życie, twórczość i wojna splatają się w jedno.
Ula Skowrońska-Malinowska: Zacznijmy od nowego albumu. Vyribus Unitis kontynuuje waszą tradycję albumów koncepcyjnych o I wojnie światowej, ale tym razem motyw wydaje się przesuwać z tematów śmierci i horroru w stronę więzi międzyludzkich i wytrwałości. Co zainspirowało tę zmianę?
Dmytro Ternuščak: Wojna. Jeśli można tak nazwać coś tak strasznego. To pierwszy album, który przygotowaliśmy i nagraliśmy podczas pełnoskalowej inwazji. Dlatego jest przepełniony nienawiścią, gniewem, rozpaczą — ogromną ilością naszych osobistych emocji. To były nasze główne emocje w tym okresie. To także pewna ewolucja muzyczna zespołu: przesuwanie akcentów z black metalu na death, z death na doom. Użyliśmy nowych dla nas elementów, na przykład metalcore’u, dużo wolnych, doomowych klimatów. Ostatni utwór ma nawet pianino w kompletnie mrocznej, apokaliptycznej, folkowej formie. Zawsze próbujemy wnosić coś nowego, bo granie typowego metalu jest nudne. „Jesteś metalowym zespołem, więc musisz grać metal”. Nie…
USM: Wspomniałeś już część odpowiedzi na moje kolejne pytanie, bo tytuł Vyribus Unitis — „Zjednoczonymi siłami” — ma głębokie korzenie historyczne, ale także silnie nawiązuje do współczesnego ukraińskiego oporu. Czy to połączenie było zamierzone?
DT: Oczywiście. Vyribus Unitis nie odnosi się wyłącznie do czasów Cesarstwa Austro-Węgierskiego ani tylko do I wojny. Chodzi o zjednoczenie. Sto lat temu mieliśmy tego samego wroga. W II wojnie — tego samego. Teraz — tego samego. Dlatego potrzebujemy współpracy między krajami bałtyckimi, Polakami, Finami — wszystkimi. Jest stara ukraińska piosenka punkowa, inspirowana Sham 69: “If the kids will be united, they will never be divided.” To główne przesłanie. To historyczny most między okresem I wojny a dzisiejszymi realiami. Walczymy nie tylko z typowym Rosjaninem z wódką. Walczymy z imperium, imperializmem, totalitaryzmem. Chcemy być wolni, żyć normalnie, podróżować, mieć rodziny. Nie możemy, bo w I wojnie nas zabijano, w II wojnie nas zabijano, a teraz robią to znowu.

USM: Ludzie często zapominają, że chodzi o jedność.
DT: Tak. Jedność to potężna siła. W czasie I wojny wszystkie narody Austro-Węgier były razem — Polacy, Chorwaci, Słowacy, Słoweńcy, Ukraińcy. Czy się kochaliśmy? Nie. Ale byliśmy razem. Teraz też potrzebujemy takiej współpracy — nie prawnej, tylko ludzkiej. Musimy rozumieć, że mamy ten sam cel: wolność, demokrację i normalne życie.
USM: Wasze albumy są niezwykle historycznie dokładne. Jak szukałeś materiału? Książki, pamiętniki, archiwa?
DT: Mieszkam we Lwowie — dawnym Lembergu — i mamy tu mnóstwo archiwów. Znam polski, ukraiński, rosyjski, niemiecki i angielski, więc mogę czytać dokumenty, których inni by nie przeczytali. Jeśli znasz tylko ukraiński albo tylko rosyjski, nie przeczytasz polskich źródeł, których mamy tutaj mnóstwo. Spędziłem pół roku w archiwach w Wiedniu: listy żołnierzy z niewoli, wspomnienia wojenne po niemiecku i po polsku. Pierwszy utwór na albumie bazuje na polskich pamiętnikach wojennych z lat 1926–1928. Nie podchodzę do tego jak metalowiec: „Nagrajmy nowy kawałek”. Wszyscy nagrywają kawałki. Ja chcę kopać głęboko, badać, tworzyć wielkie historie. To jest moja misja — nie tylko grać metal, ale opowiadać historie. Edukować ludzi.
USM: …i jesteś w tym naprawdę świetny. Mówiąc o brzmieniu — ten album jest bardziej dynamiczny: od melodyjnych i orkiestrowych momentów po brutalne, blackened death-doomowe riffy. Co was skłoniło do rozszerzenia palety dźwięków?
DT: Jestem wokalistą. Riffy mnie nie obchodzą. Muzyka ewoluuje naturalnie. Jeśli możemy zrobić coś inaczej niż wcześniej — robimy to. Ja tworzę historię, teksty, kontekst. Przynoszę je na próbę i mówię: „Chłopaki, to jest utwór. Przeczytajcie tekst. Oto historia”. A oni: „Dobra, nie p****ol nam mózgów, tylko powiedz, o czym to jest?”. I tłumaczę. Na przykład ofensywa w Tyrolu — teren między Austrią a Włochami. Wielu Ukraińców tam walczyło, bo mieli doświadczenie górskie. Mówię: „Tu Austro-Węgry, tu Włosi, 2000 dział artylerii. Rozumiecie?” „Tak.”
USM: Doskonałe — ty tworzysz historię, a muzycy budują klimat.
DT: Dokładnie. Na przykład utwór A7V — o niemieckim czołgu. Pokazałem im zdjęcia, opowiedziałem pół godziny historycznych szczegółów. Potem mówię: „Czołg jest wolny. Muzyka musi być ciężka”. A oni: „Tak”. Nazywają to „propagandą historyczną”. Na każdej próbie mam godzinę na propagandę.
USM: Uwielbiam to. Zabiłabym cię, gdybym była w zespole (śmiech), ale absolutnie to uwielbiam. Na płycie macie świetnych gości — Aarona i Jerome’a. Jak doszło do tej współpracy?
DT: Z Aaronem zaczęło się od utworu o ucieczce z niewoli. Trzech facetów: Ukrainiec, Polak, Słoweniec. Przyjaźń, która ich ocaliła. Z albumem przygotowałem także książkę — cała historia jest w niej opisana. Kiedy skończyłem tekst, wiedziałem, że potrzebuję czystych, liturgicznych wokali. I pomyślałem o Aaronie. Napisałem mu na Facebooku. Poprosił o demo, tekst i historię. Wysłałem. Odpisał: „Podoba mi się”. Wychował się w rodzinie wojskowej w Niemczech — ojciec był brytyjskim oficerem. Zna historie wojenne. Wspiera Ukrainę. Ma unikalny głos. Widziałem go niedawno — świetny człowiek. Nie jestem wielkim fanem metalu, ale uwielbiam My Dying Bride, Paradise Lost, Anathema, Bolt Thrower.
USM: Czyli nie lubisz metalu, a grasz metal?
DT: Tak. Moje pasje to noise, industrial, ambient: Einstürzende Neubauten, SPK, Merzbow, Throbbing Gristle, Cabaret Voltaire, Atrax Morgue. A z drugiej strony — hardcore punk. Grałem punk ponad 25 lat. Jestem punkiem, który gra metal.
USM: Emocjonalna intensywność Vyribus Unitis jest przytłaczająca. Ile współczesnej ukraińskiej rzeczywistości wpłynęło na album?
DT: Każda p*****a godzina. Pogrzebałem wielu przyjaciół. We Lwowie mamy ogromny cmentarz z około siedmioma tysiącami grobów — młodzi ludzie, pełni marzeń, zabici przez barbarzyńców. W każdym ukraińskim mieście sytuacja jest podobna. Wielu moich przyjaciół jest w okopach. Mnie nie powołali, bo mam raka nerki — jedną usunięto.

USM: Ale jest wiele sposobów walki poza frontem — mówienie o tym, wolontariat…
DT: W Europie wielu ludzi ma to gdzieś. Są na koncercie, piją piwo. W Ukrainie są tylko dwie pozycje: jesteś na froncie albo dla frontu. Nasz gitarzysta służy w armii. My kupujemy hełmy, płyty balistyczne, medykamenty. Każdy pieniądz z koncertów i merchu wraca na Ukrainę. Żołnierze nagrywają filmiki z naszą muzyką — walki wręcz, ataki dronów — i przysyłają je nam z szacunkiem, bo wiedzą, że wszystko przekazujemy na front. Nie mamy zamiaru uciekać. Gramy w Europie i wracamy do domu. Tu są nasi rodzice, nasza ziemia. Byłem ponad trzy lata rozdzielony z córką — wysłałem ją do Europy pierwszego dnia inwazji. Miała sześć lat. Zostałem sam: ataki dronów, śmierć przyjaciół, problemy zdrowotne. I miałem rację. W zeszłym roku Rosjanie zniszczyli jej szkołę i zabili rodzinę jej koleżanki — trzy dziewczynki, matkę i ojca. W jednej sekundzie.
USM: Jeśli kiedyś będziesz potrzebować pomocy — napisz.
DT: Już pomagasz, robiąc ten wywiad i mówiąc o Ukrainie.
USM: Ostatnie pytanie: co dalej dla 1914? Trasa? Przerwa?
DT: Nie wiem. Mam nadzieję, że po prostu przeżyjemy. To główna misja — przeżyć. Chcemy grać, ale to zależy od frontu, od polityki, nawet od Stanów. Mam nadzieję, że będziemy mogli ruszyć w trasę, ale nie mogę tego obiecać.
USM: Dziękuję za rozmowę. Jeśli będę mogła pomóc — zrobię to.
DT: Dziękuję.
Rozmawiała Ula Skowrońska-Malinowska
Obserwuj nas w mediach społecznościowych: