Dorastając, często oglądałem programy rozrywkowe typu The Voice Kids. Pamiętam drugą edycję wyjątkowo dobrze, ale nie dlatego, że śledziłem wyniki, tylko dlatego, że jedna osoba od razu przykuła moją uwagę. Dzisiejsza bohaterka wywiadu: Viki Gabor.Po latach w końcu miałem okazję z nią porozmawiać. Muszę przyznać jedno… jej świadomość, spokój i doświadczenie jest bardzo rzadka u artystek w tak młodym wieku. Ta rozmowa była dla mnie ciekawym doświadczeniem i cieszę się, że mogę podzielić się jej efektami.
Erik Zarbock: Ostatnio wokół ciebie znowu zrobiło się głośno. Widziałem dużo viralujących reelsów, gdzie ludzie czytają komentarze pod twoimi postami. Jak to w internecie – jedni zachwyceni, inni krytyczni. Jak ty dziś na to reagujesz?
Viki Gabor: Wiesz co, chyba już się uodporniłam. Miałam naprawdę dużo hejtu na początku mojej drogi i wtedy nauczyłam się z tym radzić. Zbudowałam wokół siebie taką barierę ochronną, ale zdrową. Teraz po prostu skupiam się na pozytywnych komentarzach. Szkoda czasu na hejt.
EZ: 14 listopada odbyła się premiera twojego nowego albumu, o którym mówiłaś, że jest odkryciem siebie. Co najbardziej zaskoczyło Cię w procesie tworzenia?
VG: Myślę, że samo tworzenie tych piosenek. Strasznie długo zajęło mi otworzyć się na pisanie „intymniejszych” utworów, w których opowiadam o sobie i swoich przeżyciach. Fajnie się przełamać i stworzyć coś innego i świeższego.

EZ: A czy tworząc, miałaś jakąś konkretną wizję lub zamierzony kierunek?
VG: Nie miałam żadnej konkretnej wizji – wierzę, że spontaniczność w studiu daje najlepsze efekty. Pracowałam z nowymi ludźmi i każda sesja była pełna niespodzianek. Piosenki różnią się klimatami, są też wolniejsze utwory, więc album jest ciekawą, różnorodną mieszanką.
EZ: Mówisz o spontanie i lekkości, ale jestem ciekaw — czy któryś z numerów okazał się szczególnie wymagający? Taki, który wymagał więcej pracy niż reszta
VG: Mój numer „Wyobraźnia” był dla mnie dosyć ciężki. Nie piszę tekstów po Polsku i potrzebuję pomocy, żeby wyrazić swoje emocje w stu procentach. Długo siedzieliśmy nad tekstem, ale końcowo jestem zadowolona z efektów i jest to mój faworyt z całego albumu.
EZ: Wspomniałaś, że nie piszesz po polsku. Wiem też, że dorastałaś w kilku kulturach. Czy to daje Ci poczucie wolności, czy czasem trudno jest Ci się w tym odnaleźć?
VG: Raczej widzę w tym dużą wartość. Moje romskie korzenie pozwalają mi wplatać do muzyki różne elementy, a nawet „Wyobraźnia” ma trochę romsko-arabski vibe, mimo że tekst jest po polsku. Najczęściej piszę po angielsku i dopiero tłumaczę na polski, bo tak łatwiej mi uchwycić emocje. Połączenie tych wszystkich wpływów daje mojej muzyce wyjątkowy charakter. Fajnie jest być innym.

EZ: Zauważyłem jednak, że wiele osób z multikulturowym pochodzeniem ma czasem poczucie, że nie pasuje w pełni do żadnej kultury. Ty też miałaś takie odczucia?
VG: Szczerze? Nigdy. Dużo podróżuję i mieszkałam w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Polsce. Wszędzie czułam się dobrze. Myślę, że to też kwestia charakteru — jeśli wiesz, czego chcesz i masz pewność siebie, potrafisz się odnaleźć w każdym miejscu.
EZ: A same podróże — wpływają jakoś na Twoją muzykę?
VG: Zdecydowanie. Wpływy brytyjskie i wszystkie kultury, z którymi miałam styczność, naturalnie wchodzą do moich numerów. W studiu zawsze staram się łączyć te różne doświadczenia i klimaty.
EZ: Jak wyglądał moment, w którym wiedziałaś, że twój album jest gotowy?
VG: Gdy skończyliśmy pisać wszystkie numery, mogłam wybrać, co trafi na płytę. Wtedy poczułam, że to jest mój projekt. Dużo zawdzięczam Malikowi i jego zespołowi. Pokazali mi to, co czułam, że mi brakowało w mojej karierze muzycznej. Słysząc słowa wsparcia dostawałam ogromnego power’a
EZ: Właśnie, jak doszło do współpracy z Malikiem?
VG: To była randomowa współpraca. Spędziłam u niego w studiu kilka miesięcy, codziennie tworzyliśmy muzykę. Poznałam przy tym wielu producentów, a atmosfera w studiu była inspirująca. To zaszczyt pracować z ludźmi, którzy odhaczyli już kolaboracje z chociażby Central Cee. Myślę, że w przyszłości możemy oczekiwać więcej projektów VG x Malik Montana
EZ: A wcześniejsze współprace, np. z Sentino czy z White’m 2115?
VG: Współpraca z Sentino była bardzo spontaniczna, nagraliśmy coś dawno temu i była to raczej jednorazowa sesja. Wiem, że od czasu do czasu w mediach pojawiają się konflikty z Malikiem, ale ja staram się nie skupiać na takich rzeczach – dla mnie najważniejsza jest muzyka i atmosfera w studiu. Z White’m 2115 też wszystko wyszło naturalnie. Podesłał mi numer, który od razu mi się spodobał, więc pojechałam do studia i nagraliśmy duet. White jest świetnym gościem. Tak już jest u artystów… piszemy do siebie, wpadamy do studiów, nagrywamy i w sumie tak powstają przyjaźnie.

EZ: Czy po tych współpracach, widzisz się w przyszłości wyłącznie na scenie hip hopowej? Czy wolisz być nie zależna od żadnego gatunku?
VG: Nie chcę się ograniczać. Nie planuję tworzyć tylko hip-hopu – bardziej pasuje mi mieszanka R&B i hip-hopu. Najważniejszy jest dla mnie spontan i radość z tworzenia muzyki. Jeżeli nie ma zabawy przy muzyce, to znak, że muzyka nie jest dla ciebie. Ja za każdym razem tworzę to, co czuję w głowie albo w serduszku i będę się tego trzymać, bo nie chciałabym się zmęczyć robieniem muzyki.
EZ: No dobrze, przygotowałem sobie dwa cytaty z twoich piosenek. „Nie chcę już kwiatów od niego, prezenty kupiłam mu wszystkie”. To jest manifest piosenki „b.@.M.b.A”. Trochę jakbyś mówiła, „mam dość roli stereotypowej dziewczyny, która tylko czeka”. To była świadoma deklaracja niezależności czy bardziej przepływ emocji?
VG: To jest świadome. Wiesz, wszystko co piszę jest bardzo świadome. Generalnie ta piosenka opowiada o tym, że dziewczyna nie potrzebuje mężczyzny, by czuć się dobrze. Dużo dziewczyn myśli błędnie, że związek jest przepustką do szczęścia. My, dziewczyny, możemy być nawet szczęśliwsze bardziej jako singielki.
EZ: Piękne słowa. Przejdźmy do drugiego cytatu z piosenki „Peligroso”. „Tylko Ty jesteś przy mnie mimo wszystko, byłeś obok mnie i pomogłeś, zanim upadłam za nisko.” Czego nauczyłaś się po tych momentach, nazwijmy to tak, upadku?
VG: Nauczyłam się, że w trudnych momentach najważniejsza jest rodzina, która zawsze jest obok. Ten fragment piosenki pokazuje, jak ważne jest docenianie bliskich – nie tylko rodziców, rodzeństwa, ale też przyjaciół, którzy wspierają nas w dobrych i złych chwilach. To piękne mieć wokół siebie osoby, na które można liczyć.
EZ: W tych wszystkich piosenkach… ktoś konkretny jest adresatem?
VG: (śmiech) Nie powiem, niech to pozostanie tajemnicą.
EZ: Czyli jednak coś jest na rzeczy?
VG: Można tak powiedzieć, ale nic Ci nie powiedziałam (śmiech).

EZ: Oglądałem Cię jeszcze w The Voice Kids, potem w Szansie na sukces. Często dzieci show-biznesu próbują odciąć się od wizerunku „cudownego dziecka”. Jak Ty patrzysz na swoje początki? Też czułaś potrzebę odcięcia się od tego wizerunku?
VG: Wiesz, to wszystko przychodzi w naturalny sposób. Nie muszę tego wymuszać, bo jestem teraz dorosła, a i ludzie też widzą, że tworzę zupełnie coś innego niż wtedy. Nawet jakbym chciała to nie da się zupełnie odciąć, bo moje początki ukształtowały moją karierę i doprowadziły mnie do tego, gdzie jestem dzisiaj, mimo że nie było łatwo.
EZ: A jak, z dzisiejszej perspektywy patrzysz na siebie z przeszłości?
VG: Nie zmieniłam się pod względem charakteru. Zyskałam jednak pełną kontrolę nad swoją muzyką i czuję się wolnym artystą. Wiem, czego chcę i mogę to realizować.
EZ: Czy w Twojej muzyce jest coś, czego publiczność jeszcze nie usłyszała, a Ty wiesz, że nadchodzi?
VG: Myślę, że tak. Moja najnowsza płyta „Spektrum uczuć”, jest naprawdę świeża i nowa. Wcześniej nie nagrywałam takich numerów, w których jest tak dużo tekstów. To coś, czego nigdy wcześniej nie robiłam, więc fani mogą być naprawdę zaskoczeni.
EZ: A poza zaskoczeniem, oczekujesz po tym albumu czegoś szczególnego? Aplauzu, zrozumienia, spokoju?
VG: Chciałabym przede wszystkim, żeby słuchacze wsłuchali się w teksty. To dla mnie najważniejsze. Te piosenki mają mocne przekazy, mówią o ważnych rzeczach. Chcę, żeby ludzie poczuli to, co ja czułam, tworząc tę płytę.
EZ: A sama słuchasz swojej muzyki prywatnie, czy raczej masz dość swojego głosu?
VG: Czasami mam go dość, ale tę płytę słucham cały czas, bo jestem naprawdę podekscytowana tym materiałem. Oczywiście po koncertach czy częstym odtwarzaniu pewne numery stają się trochę męczące, ale to normalne, myślę każdy artysta tak ma.

EZ: Twój ostatni album ukazał się rok temu. Masz już w głowie kierunek, w którym chciałabyś pójść przy kolejnych projektach? Jak myślisz, gdzie będziesz muzycznie za pięć lat?
VG: Nie mam pojęcia, naprawdę nie wiem. Nie wiem nawet, jaką piosenkę napiszę za parę tygodni. Mam nadzieję, że będzie dobra, że muzyka dalej będzie chwytała i tylko nie disco polo. (śmiech)
EZ: Co byś powiedziała sobie samej na castingu do The Voice Kids?
VG: Nie stresuj się i po prostu rób swoje. Masz swoje pięć minut, które trzeba wykorzystać. Mama mówiła mi wtedy, że jeśli coś ma wyjść – wyjdzie, jeśli nie – też nic się nie stanie. Od tamtej pory powtarzam sobie: masz jedno życie, wykorzystaj je. To daje mi spokój i power do pracy.
EZ: No właśnie, na jakim etapie swoich pięciu minut jesteś teraz?
VG: Nie wiem, naprawdę. Za każdym razem, gdy wchodzisz na scenę albo do studia, masz swoje pięć minut, które trzeba w pełni wykorzystać. Nawet wielcy artyści spotykają hejty, krytykę. W tej branży trzeba zawsze dawać sto procent, niezależnie od samopoczucia czy zmęczenia.
EZ: Masz dopiero osiemnaście lat, a przeszłaś w show biznesie więcej niż niejeden artysta po czterdziestce. Jak to wpływa na Twoją pewność siebie?
VG: Bardzo dobrze. Wiem, czego chcę, mogę sobie ustawić życie i jednocześnie robię to, co kocham, zarabiając przy tym. To daje super poczucie stabilności, a przy okazji świadomość, że robię coś, co naprawdę lubię.
EZ: Nie boisz się, że przez to, że wcześnie zaczęłaś możesz się szybciej wypalić?
VG: Nie. Trzeba mieć dobry mindset i wiedzieć, kiedy odpocząć. Jak jesteś świadoma swoich granic, wypalenie Ci nie grozi.
EZ: Masz w planach karierę zagraniczną?
VG: Na razie skupiam się na Polsce, chcę tutaj zbudować swój grunt. Owszem, podróżuję, piszę z producentami z Wielkiej Brytanii lub Niemiec, więc może kiedyś coś pyknie, ale to dla mnie duży krok, do którego mi jeszcze trochę brakuję.
EZ: A czego Ci jeszcze brakuje?
VG: Niech to zostanie w mojej głowie. Wiem, co muszę przepracować, więc na razie trzymam to dla siebie.
EZ: Bardzo Cię w tym wspieram i dziękuję Ci za miłą rozmowę. Mam nadzieję, że doczekamy się kolaboracji z Luciano lub Central Cee. (śmiech)
VG: (śmiech) Też mam taką nadzieję. Również dziękuję i trzymaj się.
Rozmawiał Erik Zarbock
Obserwuj nas w mediach społecznościowych: