IKS

Nick Cave, Warren Ellis – Carnage

Nick Cave, Warren Ellis – Carnage

 

Wiem, że nie mogę sobie nawet wyobrazić, co przeżywał Nick Cave po stracie swojego syna. Częścią walki z traumą była płyta „Ghosteen”, która, jak mniemam, dla artysty miała stanowić katharsis. Do „Ghosteen” nie powracam – to album zbyt intymny, zbyt hermetyczny. Jest uosobieniem stwierdzenia Nietzsche, iż „kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie”. Tak, „Ghosteen” jest otchłanią. Lockdown przyniósł nam, jednakże kolejną płytę Cave’a – tym razem pod szyldem Nick Cave & Warren Ellis. To pierwszy przypadek, gdy ta dwójka nagrywa dzieło, które nie jest soundtrackiem filmowym („Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”, „Droga”), pod wspólnym szyldem.

 

Na „Carnage” pobrzmiewają echa „The Good Son” i „Your Funeral… My Trial”. Jest mrocznie, jest lirycznie, ale tym razem w bardziej przystępnej formie. Otwierające „Hand of God” nie jest może najlepszym utworem w karierze Nicka, a powtarzana fraza tytułowa irytuje, ale później mamy piękne „Old Time”, w którym usłyszymy i klawisze, i gitary. Później „Carnage”, jakby wyjęte z sesji do „Skeleton Tree”, po prostu piękna kompozycja. Czujemy, że Nick zaczyna wracać do świata żywych. „White Elephant” intryguje industrialnym podbiciem i sprytną gitarową zagrywką. Trzy ostatnie utwory – „Lavender Fields”, „Shattered Ground” i „Balcony Man” porażają przestrzenią, mogłyby być filmową ilustracją. „This morning is amazing and so are you / In the morning sun” kończy artysta, po czym dodaje “And what doesn’t kill you just makes you crazier”. Mocarne. I jakże piękne.

 

Warren Ellis to klasa sama w sobie. Wpisuje się w koncept, gitara nie przebija się na pierwszy plan. Niczym mistrz, Warren odgrywa swoje partie, wie doskonale, kiedy i gdzie powinien być. Słuchacz ma wrażenie, że obcuje ze spójnym i przemyślanym materiałem. Zakładam, że w wersji koncertowej znajdzie się też miejsce dla The Bad Seeds. Szkoda, że trasa koncertowa została odwołana.

 

Album pojawił się niespodziewanie na platformach streamingowych (w wersji fizycznej będzie dostępny w maju 2021), a o jego nagrywaniu Nick informował w dość enigmatycznych wiadomościach newsletterowych. Przyznaję, że wchodziłem do świata artysty pełen obaw. Nie chciałem po raz kolejny zostać przytłoczony, pobity i wgnieciony w podłoże. Na szczęście „Carnage” to płyta inna od poprzedniczki. Jest to Nick Cave w swojej najlepszej odsłonie, muzyk poszukujący, mag i prestidigitator. Człowiek doświadczony przez życie, naznaczony cierpieniem, którego nie powinien nosić nikt. Cave pokazuje nam, że wie, iż świat to niegościnne miejsce. Daje również do zrozumienia, że jest mocny. Nie podda się, przyjmuje oczyszczenie. Kolejnego dnia również otworzy oczy. To ważne w tych czasach śmierci i zwątpienia. „Carnage” to cudowna płyta.

 

Ocena (w skali 1 na 10): 9 demonów

 

😈😈😈😈😈😈😈😈😈

 

Michał Koch

 

Hand of God
Old Time
Carnage
White Elephant
Albuquerque
Lavender Fields
Shattered Ground
Balcony Man
IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

najczęściej czytane

IKS