“Ludzie ludziom zgotowali ten los.”
Zofia Nałkowska, Medaliony
..trzeciego listopada bieżącego roku minie równo 80 lat od pierwszego dnia akcji o kryptonimie „Aktion Erntefest”, co w polskim tłumaczeniu oznacza Operację “Dożynki”, niekiedy określaną również mianem “krwawej Środy”. Na terenie dystryktu lubelskiego Generalnego Gubernatorstwa została przeprowadzona masowa eksterminacja ludności żydowskiej, której rozkazodawcą i autorem był Heinrich Himmler. Był to ostatni etap obszernej operacji o kryptonimie “Reinhardt” prowadzonej od wiosny 1942 roku, której ostatecznym celem było rozwiązanie kwestii żydowskiej. 42 tysiącom ludzkich istnień w ciągu dwóch dni przestały bić serca. Majdanek, Poniatowa i Trawniki – ziemia tych trzech obozów koncentracyjnych na zawsze została splamiona krwią niewinnych ludzi; naznaczona okrucieństwem, bestialstwem i niewyobrażalną nienawiścią do tych, którzy nie mieli żadnego wpływu na swoje pochodzenie.
Mariusz Nowik w „Krwawych Dożynkach 1943” w niezwykle celny i obrazowy sposób, ubierając treść w pełne goryczy, smutku i bezsilności słowa, przybliża czytelnikowi zdarzenia, o których mowa w pierwszym akapicie. Robi to z dużą precyzją i pieczołowitością, gdyż całość stanowią archiwalne zapiski, wspomnienia, a nawet sądowe stenogramy, co istotnie wpływa na budowanie wiarygodności. Obok relacji z płonącego getta, surowych faktów życia obozowego, a także międzyludzkich relacji, autor przybliża również historię dwóch kobiet: Ludwiki Fiszer i Estery Rubinsztejn, które przeżyły zagładę i o własnych siłach wyszły z masowych grobów. Czy miały zatem szczęście, że ocalały? To pytanie (jak i wiele innych), postawione na początku powieści, pozostaje bez jednoznacznej i łatwej odpowiedzi.
W pamięci utkwiła mi najmocniej historia małych chłopców – Miecia Eichela (lat 9) i Henia Bursztyna (lat 8), którzy mimo okropnych warunków, dzięki sprytowi unikali schwytania przez Niemców. “Getto nauczyło ich zmieniać się w cienie, przemykać pod murem po szmuglowany chleb. […] Byli jednocześnie zwierzyną łowną i drapieżnikami, małymi, zaciekłymi, pozbawionymi strachu przed śmiercią”. Ten opis budzi we mnie ogromny smutek, ale i podziw. Ci dwaj chłopcy, będąc dziećmi, byli już dorośli.
Odstawiając na moment trudną tematykę na bok, muszę napisać, że książkę cechuje potężny magnetyzm. Z jednej strony musiałem ją odkładać, by odetchnąć, z drugiej zaś – nie mogłem się doczekać powrotu i pochłaniania kolejnych stron. Nowik nie zanudza zawartością, nie zalewa czytelnika suchymi danymi, ale koncentruje jego skupienie – przywiązując ogromną wagę do emocji i stężenia dramatu, jakiego doświadczyli ludzie w czasie nazistowskich “Dożynek”.
Historia 48 godzin opowiedziana piórem Nowika jest jak ciężki kamień leżący na klatce piersiowej. Gdy odkrywane są jej kolejne karty, oddech traci na lekkości i każde następne zaczerpnięcie powietrza wymaga większego wysiłku. Łzy same napływają do oczu, a serce zgniata niewidzialna dłoń. Wielokrotnie podczas lektury pogrążałem się w zadumie i przerażeniu na myśl, że to ludzie ludziom zgotowali taki los. Treść tej książki boli, ale boleć musi, abyśmy nigdy więcej jako ludzkość nie popełnili podobnych błędów i nie doprowadzili do tak przerażającej tragedii.
42 tysiące martwych serc, 48 godzin, głośna muzyka, taniec, śpiew. Nigdy tego nie zrozumiem.
Ocena: 5/6
Błażej Obiała
Obserwuj nas w mediach społecznościowych: